Wisła wysycha, co i rusz coś się
z niej wyłania, a to jakaś fontanna, a to mina przeciwpiechotna. Słońce dziś świeciło,
po niebie krążyły malownicze chmury, a ja odbyłam w sądzie kolejną rozprawę o
rozwód z NNem. Korytarze sądowe są ponure i smutne, tu i ówdzie stoi jakiś
policjant, tu i ówdzie idzie jegomość zakuty w kajdanki. Na mojej sprawie
wystąpiły dwie siostry NNa, jedna ze wsi, a druga z miasta. Siostry
opowiedziały, że jestem zimna, nie przytulam dziecka i go nie całuję, nie umiem
gotować i się bawić, i że już z dawien dawna je to niezmiernie martwiło, ale
dopiero teraz mają okazję to wyrazić. Jedna nawet z tego wszystkiego się
rozpłakała, tak jej było żal Mateusza. Bo Mateusz – mówiły – chce się
wyprowadzić do Poznania, gdzie mieszka dziewczyna NNa, a to by było dla niego
bardzo dobrze, jakby tak się wyprowadził.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz