wtorek, 18 września 2012

Wisła wysycha


Wisła wysycha, co i rusz coś się z niej wyłania, a to jakaś fontanna, a to mina przeciwpiechotna. Słońce dziś świeciło, po niebie krążyły malownicze chmury, a ja odbyłam w sądzie kolejną rozprawę o rozwód z NNem. Korytarze sądowe są ponure i smutne, tu i ówdzie stoi jakiś policjant, tu i ówdzie idzie jegomość zakuty w kajdanki. Na mojej sprawie wystąpiły dwie siostry NNa, jedna ze wsi, a druga z miasta. Siostry opowiedziały, że jestem zimna, nie przytulam dziecka i go nie całuję, nie umiem gotować i się bawić, i że już z dawien dawna je to niezmiernie martwiło, ale dopiero teraz mają okazję to wyrazić. Jedna nawet z tego wszystkiego się rozpłakała, tak jej było żal Mateusza. Bo Mateusz – mówiły – chce się wyprowadzić do Poznania, gdzie mieszka dziewczyna NNa, a to by było dla niego bardzo dobrze, jakby tak się wyprowadził.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz