Dostałam smsa o treści: „Zapraszam na moje 40 urodziny,
wtedy a wtedy, tu a tu”. Sms nie był podpisany, a i numer, z którego przyszedł
niewiele mi zrazu mówił. Patrzyłam na niego ze zdumieniem. „Zaraz zaraz, to pewnie
jakaś pomyłka? Chyba nie mogę mieć znajomych w tym wieku…”. Chwilę później
jednak otrzeźwiałam: „Jak to nie mogę? Sama mam prawie czterdzieści lat!”. I
pojęłam, że to rzeczywiście do mnie wiadomość. Potem z jej nadawcą, K.
porozmawiałam sobie przez telefon, wspominając na przykład jak kiedyś razem,
zimową porą, chyba przy trzydziestu stopniach mrozu – razem z A., która była
żoną K. (a małżeństwo, kiedy mieliśmy po 21 czy 22 lata wydawało się sporą
ekstrawagancją), trafiliśmy wspólnie kompletnie pijani na komisariat milicji w
miejscowości Brasław na Białorusi i parę jeszcze podobnie pięknych wspomnień przywołując. Potem K. otarł się porządnie o samą Panią Śmierć i jak twierdzi
dzisiaj, kiedy ma 40 lat, jest bardzo zadowolonym z życia człowiekiem, a ja –
czy dlatego, że o śmierć się nie otarłam (?), czy dlatego, że do 40 urodzin
trochę czasu mi jeszcze zostało (?) – jakoś ze swojego zadowolona nie jestem.
- A pani to jakaś smutna – orzekli rano robotnicy,
wymieniający zawory w muzealnym magazynie.
- Cóż, takie jest życie, czasem jest się bardziej wesołym, a
czasem mniej – powiedziałam, na co jeden z nich odparł:
- Da pani spokój, szkoda młodości na zmartwienia! – po czym
żwawo przystąpili do wymiany zaworów, a ja do przekładania ikon z miejsca na
miejsce.
- Takie ikony to są drogie? – zagadnął jeden z robotników.
- Mogą być – odrzekłam.
- Pani tu sobie pracuje z takimi ładnymi rzeczami i w
dodatku drogimi, to powinna być pani bardziej zadowolona – powiedział robotnik
tonem dodającym otuchy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz