Gdy pociąg do Krakowa ruszył ze stacji, Mateusz się rozpłakał:
- Ja tęsknię za wujkiem – powtarzał raz za razem i płakał
mimo że próbowaliśmy go na różne sposoby pocieszać.
- Już dobrze, Mateuszku, spotkasz się jeszcze z wujkiem, na
pewno.
- Ale ja teraz tęsknię – i w bek.
- No już nie płacz!
- Bo ty nic nie wiesz! I nie znasz moich uczuć! – wołał.
I tak cały dzień Mateusz tęsknił za hiszpańskimi gośćmi, a
najbardziej za Sławkiem, czyli wujkiem.
A kiedy wieczorem przeczytaliśmy już rozdział z książki o
Pippi Langstrumpf i rozmawialiśmy o różnych ważnych sprawach, Mateusz nagle
podskoczył jak oparzony, aż się zaniepokoiłam:
- Co się stało?
- Mam nadzieję, że ich samolot nie miał żadnej katastrofy,
jak leciał z Krakowa do Hiszpanii?!
- No gyby była jakaś katastrofa, chyba dotarłaby do nas taka informacja… - na to ja.
- Piotr! Piotr! Piotr! Możesz sprawdzić w internecie, czy nie było
żadnej katastrofy samolotowej?
Po chwili Piotr sprawdził, że w ostatnich latach żadnej katastrofy w Hiszpanii nie było.
- Uff – powiedział Mateusz i poszedł spać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz