niedziela, 30 września 2012

O męskiej naturze

O poranku dowiedziałam się z telewizora, że jest dzień chłopaka, zadzwoniłam więc do syna, którego NN zabrał na zamojską wieś.
- Chciałam ci złożyć życzenia z okazji dnia chłopaka – mówię do niego.
- Hurra! – zawołał – to dziś jest święto chłopaka?!
- No, co ty, nie widziałeś?
- Oj nie wiedziałem! Ale to trzeba mi kupić jakiś prezent – stwierdził ze szczerym entuzjazmem.
 
„Czymże byłby ten świat bez mężczyzn?” – pomyślałam. „Bez Kaliguli, Iwana Groźnego, bez Paolo Coelho, a nawet bez Stachursky’ego...”
Należą się Panu Bogu podziękowania, że zanim wpadł na pomysł, żeby powołać do życia kobietę, to stworzył mężczyznę i uczynił to w sposób tak bardzo wprawny. Szkoda może jedynie, że Szatan mu w tym dziele trochę przeszkadzał, o czym przeczytać możemy w pięknej opowieści O Morzu Tyberiadzkim. A to było tak: „Pan stworzył na wschodzie Raj i postanowił powołać do życia pierwszego człowieka – Adama. I stworzył go z siedmiu części: z ziemi uczynił mu ciało, z kamienia – kości, z morza – krew, ze słońca – oczy, z obłoków – myśli, z wiatru – oddech, a z ognia – ciepło”. Niestety, kiedy Pan udał się do nieba po duszę dla Adama, Szatan „nie wiedząc, jak Mu dokuczyć, podziurawił palcami ciało Adama”.
I dlatego właśnie z rodzajem męskim, choć jest bardzo fajny, coś jest jednak trochę nie tak.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz