Zorganizowaliśmy wczoraj kinderbal, który udał się
znakomicie, choć niestety jeden z młodych gości się rozchorował i nie mógł
przybyć, a przy okazji nie przyszli też jego rodzice. Mimo to jednak w domu
było tłoczno, gwarno i wesoło, a zabawa trwała do samej nocy. Bawiono się w teatrzyk, walczono na miecze, ciupagi i kije bambusowe, w kaskach narciarskich, rycerskich i milicyjnych hełmach, tańczono z zapałem Gangnam Style oraz I Like To Move It i robiono mnóstwo hałasu. Jedzono pizzę z mojej wytwórni oraz tort. Większych zniszczeń nie odnotowano. A następnego dnia z
ociąganiem Mateusz zabrał się do lekcji, czyli rozwiązywania zadań
matematycznych, a potem zawołał mnie, żebym te zadania sprawdziła. Siadłam na
jego łóżku i sprawdzam: 36 – 8 = 28; 44 – 6 = 38; 28 + 4 = 32; itd. itd. Z
wysiłku umysłowego, od tych obliczeń, dodawań i odejmowań włosy stanęły mi dęba
na głowie.
- Ojoj trudne te twoje zadania, dziecko – wzdycham.
- Mamo! – odzywa się na to Mateusz, a w jego głosie słychać
szczere oburzenie – to jest przecież trzecia klasa!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz