Lato się chyba skończyło. Wszystko przynajmniej na to
wskazuje. Przeczytałam w autobusach, pociągach i tramwajach Śniadanie
u Tiffany’ego i zaraz zabrałam się za Rehab
Osiatyńskiego. Obie te książki coś łączy, ale nie do końca rozumiem co. Równocześnie
z Mateuszem oddajemy się lekturze Pippi
wchodzi na pokład, co ma z poprzednimi książkami niewiele wspólnego i jest bardzo
wesołe. Czytanie idzie mi więc, jak widać, nieźle. Za to własne pisanie trochę
gorzej, ale się nie całkiem poddaję. Życie smutne jest, ponure i robi mi
przeciwnie niż chcę. Na pocieszenie są konfitury pomarańczowo-imbirowe mojej
własnej produkcji. Królik ma się dobrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz