sobota, 8 września 2012

Goście


Przybyli do nas goście z Hiszpanii i było bardzo miło, poza pogoda, która stała się prawdziwie jesienna. Mimo to wybraliśmy się wszyscy na wycieczkę krajoznawczą po Warszawie. Byliśmy na stacji Śródmieście. I Mateusz rzekł: „Oho, jest napisane: Proszę nie karmić gołębi”, po czym się stropił: „Skąd gołębie będą wiedziały, żeby nie wolno ich karmić, jak one nie potrafią czytać?”. A potem poszliśmy i szliśmy wytrwale, co godzinę, albo dwie zachodząc do kawiarni albo baru, po części dlatego, że byliśmy głodni, a po części dlatego, że padało i wiało. Szczęśliwie wieczorem przestało lać, siąpić i mżyć, i wtedy udaliśmy się pod Most Poniatowskiego, żeby żegnać lato puszczając na wietrze lampiony. Bilans tej zabawy był taki:
1)      Jeden lampion spalony, utknął na nadwiślanej plaży;

2)      Kolejny lampion też utknął, ale dopadł go dzielny Mateusz i ugasił zuchowymi metodami;

3)      Dwa lampiony poleciały, ale utknęły na drzewach i tylko palec Boży uchronił nas przed katastrofalnymi w skutkach pożarami;

4)      Jeszcze dwa poszybowały do samego nieba i zniknęły w przestworzach.

Następnego dnia nasi goście niestety odjechali i było nam przykro, a zwłaszcza Mateuszowi, który płakał po nich ze czterdzieści minut, zanim nie zaciągnęliśmy go na Plac Grzybowski, gdzie skąpał się fontannie, co pozwoliło mu wrócić do względnej równowagi psychicznej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz