Tknięta dziwnym przeczuciem zadzwoniłam do Mateusza:
- Co u ciebie synku? – pytam.
- Nieźle – powiada – mieliśmy tu trzęsienie ziemi i dom prawie
się zawalił.
- Tak? – pytam dalej, ale już z pewnym niedowierzaniem.
- A potem wybuchł wulkan – kontynuuje mój syn.
- No naprawdę – mówię – ale mam nadzieję, że nic ci się nie
stało. Jak się czujesz?
- Dobrze – rzecze Mateusz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz