Zaraz po zakończeniu roku
szkolnego odbyliśmy wycieczkę do Szczecina, której celem było odtransportowanie
tam Mateusza i jego wiernego przyjaciela, królika. Przy okazji zapoznaliśmy się
z atrakcjami miasta za Odrą, do których zaliczyć należy: wieżę kościoła św.
Jakuba, na którą wjeżdża się windą, pomnik powielacza na jednym z głównych skwerów, koło Bramy Portowej
oraz najstarsze – podobno – kino na świecie, w którym obejrzeliśmy dziwny film
francuski pt. Czarodziejka. Może i nie budził on zachwytu i nie oglądało się go z
zapartym tchem, ale za to jak znalazł pasował do tego miejsca, bo był mocno
nierzeczywisty, a do tego starodawny w formie. Mimo wielu prób
przypomnienia sobie, jak to kiedyś było, nie udało mi się dociec,
kiedy wcześniej i na jakim filmie byłam w kinie Pionier. A prawdziwe łzy wzruszenia mnie zalały, kiedy stanęłam przed
elewacją całkiem upadłego kina Kosmos,
gdzie po raz pierwszy widziałam E.T. i
Imperium kontratakuje. Kiedyś pod tym
kinem stała kolejka chętnych, żeby uzyskać bilet uprawniający do wejścia, dziś
przed nim stoją tylko jakieś baraki, siedzą ludzie i piją piwo. A mieszkańcy Miasta
Pionierów utyskują, że Kosmos wpisano
na listę zabytków i teraz zburzyć go nie można. Może dlatego kolejnej nocy,
miałam koszmarny sen, którego treści jednak niestety nie pamiętam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz