środa, 4 lipca 2012

Burze i niepokoje

Upały, burze, grzmoty, pioruny i gradobicia. Wszystko jednak ma nie tylko swój początek, ale ma też koniec. Choć akurat burze, pioruny i gradobicia – jak trafnie zauważył Piotr – mają miejsce nadzwyczaj cyklicznie. Zaczynają się i kończą, a potem wracają i tak w koło. Tłuką się grzmoty, błyskawice rozdzierają niebiosa i dusze, a one krwawią.

Z samego rana zadzwoniłam do Mateusza, który w dalszym ciągu przebywa w Mieście Pionierów.
- Była u ciebie wielka burza? – zapytał z wyraźnym zainteresowaniem.
- Tak i to jaka… – odparłam, z grozą wspominając poprzedni dzień.
- To się przygotuj, że dziś też taka będzie. W telewizorze widziałem – rzekł posępnie.

„No to ja dziękuję” – myślę sobie. Tymczasem mój horoskop brzmi tak: „Dzisiaj masz wielka szansę, aby znaleźć wymarzonego partnera czy partnerkę. Uważnie rozglądaj się w drodze do pracy”. Obiecujące. Jednak, jak sobie przypominam w drodze do pracy siedziałam obok zwalistego i – co tu kryć – nieprzyjemniego z wyglądu gościa, którego ręce pokryte były tatuażami wilka morskiego, naprzeciw mając osobę nieokreślonej płci o dziwnym wyrazie twarzy i mówiącą do siebie, która odziana była w gacie z dekoracją w małpki. Chyba dam sobie spokój z czytaniem horoskopów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz