Po powrocie
z Ziem Odzyskanych królik od kilku dni z trudem dochodzi do siebie. Leży z
obrażoną miną, w pozie dobermana i z niechęcią odpowiada na przyjazne zaczepki
domowników. Może to trauma po podróży, a może – efekt utraty poczucia
bezpieczeństwa, również będący rezultatem przemieszczania się z miejsca na
miejsce.
Spotkałam
się z G. oraz T. Spędziłyśmy miłe popołudnie między ulicami Bracką a Szpitalną
wyrzekając mniej lub bardziej na rodzaj męski. Heteroseksualni mężczyźni są –
co stwierdziłyśmy mało odkrywczo – innym rodzajem istot ludzkich i zwyczajnej
kobiecie z takim rodzajem nie jest łatwo dojść do ładu. Przypomniałyśmy sobie
wprawdzie o paru takich, którzy są inni, niezawodni i stali, i przedkładają
interesy swoich kobiet i dzieci ponad własne. Właściwie o jednym takim sobie
przypomniałyśmy, i całkiem nas to podbudowało.
- Ale –
powiedziała z drwiną G. – czy ty byś chciała, moja droga, być na miejscu tej
jego żony?
- No nie –
odparłam ponuro – wiadomo, że bym nie chciała. Ale wyznać muszę – zaczęłam
wyznawać po jakimś czasie – bardzo dotkliwie mi przeszkadza, że mężczyźni,
którzy wydają się mi atrakcyjni, nie stwarzają poczucia bezpieczeństwa. A wręcz
nawet odwrotnie.
- No chyba ty żartujesz – prychnęła G. – sama sobie stwarzasz poczucie bezpieczeństwa.
Chyba nie powiesz, że mężczyzna do tego potrzebny?
I znów byłam
zmuszona jej przyznać rację, bo to były święte słowa.
Pół wieczoru
spędziłam wywabiając zmywaczem do paznokci plamę od długopisu z kieszeni spodni
Piotra, którą wcześniej próbowaliśmy usunąć przy pomocy rozmaitych domowych metod.
A rankiem, po przebudzeniu, z satysfakcją stwierdziłam, że plamy prawie
nie ma, niestety jednak tusz z długopisu na stałe zabarwił moje
ręce, a nawet łokcie i przedramiona. Zaraz potem zadzwonił Mateusz,
spędzający
wakacje na odległej wsi:
- Mamo,
mamo! była u was burza wczoraj? – zapytał, mocno zaaferowany.
- Nie –
odpowiedziałam – a u ciebie?
- U mnie
była i piorun mógł uderzyć w dom i wszystko mogło się spalić – oznajmił.
- Ale się
nie spaliło? – zapytałam.
- Nie, jakoś
nie – odparł ponuro Mateusz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz