czwartek, 12 lipca 2012

Poczucie bezpieczeństwa

Po powrocie z Ziem Odzyskanych królik od kilku dni z trudem dochodzi do siebie. Leży z obrażoną miną, w pozie dobermana i z niechęcią odpowiada na przyjazne zaczepki domowników. Może to trauma po podróży, a może – efekt utraty poczucia bezpieczeństwa, również będący rezultatem przemieszczania się z miejsca na miejsce.
Spotkałam się z G. oraz T. Spędziłyśmy miłe popołudnie między ulicami Bracką a Szpitalną wyrzekając mniej lub bardziej na rodzaj męski. Heteroseksualni mężczyźni są – co stwierdziłyśmy mało odkrywczo – innym rodzajem istot ludzkich i zwyczajnej kobiecie z takim rodzajem nie jest łatwo dojść do ładu. Przypomniałyśmy sobie wprawdzie o paru takich, którzy są inni, niezawodni i stali, i przedkładają interesy swoich kobiet i dzieci ponad własne. Właściwie o jednym takim sobie przypomniałyśmy, i całkiem nas to podbudowało.
- Ale – powiedziała z drwiną G. – czy ty byś chciała, moja droga, być na miejscu tej jego żony?
- No nie – odparłam ponuro – wiadomo, że bym nie chciała. Ale wyznać muszę – zaczęłam wyznawać po jakimś czasie – bardzo dotkliwie mi przeszkadza, że mężczyźni, którzy wydają się mi atrakcyjni, nie stwarzają poczucia bezpieczeństwa. A wręcz nawet odwrotnie.
- No chyba ty żartujesz – prychnęła G. – sama sobie stwarzasz poczucie bezpieczeństwa. Chyba nie powiesz, że mężczyzna do tego potrzebny?
I znów byłam zmuszona jej przyznać rację, bo to były święte słowa.

Pół wieczoru spędziłam wywabiając zmywaczem do paznokci plamę od długopisu z kieszeni spodni Piotra, którą wcześniej próbowaliśmy usunąć przy pomocy rozmaitych domowych metod. A rankiem, po przebudzeniu, z satysfakcją stwierdziłam, że plamy prawie nie ma, niestety jednak tusz z długopisu na stałe zabarwił moje ręce, a nawet łokcie i przedramiona. Zaraz potem zadzwonił Mateusz, spędzający wakacje na odległej wsi:
- Mamo, mamo! była u was burza wczoraj? – zapytał, mocno zaaferowany.
- Nie – odpowiedziałam – a u ciebie?
- U mnie była i piorun mógł uderzyć w dom i wszystko mogło się spalić – oznajmił.
- Ale się nie spaliło? – zapytałam.
- Nie, jakoś nie – odparł ponuro Mateusz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz