Ponieważ jestem bardzo zapobiegliwa i mam zwyczaj chuchać na
zimne, postanowiłam poddać się zabiegowi usunięcia zęba – zęba numer osiem,
ściśle rzecz ujmując. Ząb ów mi nie doskwierał, ale ciągle myślałam, że pewnie
kiedyś zacznie, i wówczas nieszczęście gotowe. W tym celu, ażeby pozbyć się potencjalnego
niebezpieczeństwa i uniknąć przyszłego bólu, spotkałam się z doktorem od zębów, który żwawo zabrał się do
swojej pracy, to znaczy podważania, wykręcania i młotkowania nieszczęsnego
ząbka. Te wstępne zabiegi trochę trwały,
a tymczasem do sąsiedniego gabinetu weszła jakaś pani z dzieckiem noszącym imię,
jak się wkrótce okazało, Kubuś.
- Kubusiu, otwórz buzię – dobiegł głos zza drzwi.
- Nie nie nie! – wrzasnął Kubuś.
I się zaczęło. Dentystka zajmująca się Kubusiem wydawała z
siebie pocieszają odgłosy, mama Kubusia prośbą i groźbą próbowała nakłonić go
do kolejnych czynności, zmierzających do zaplombowania chorego zęba, a Kubuś
darł się wniebogłosy, jakby go odzierali ze skóry lub palili na stosie
przygotowanym przez Świętą Inkwizycję. W
tym czasie mój doktor trudził się nad nieszczęsnym zębem i z każdą chwilą
wyglądał na coraz bardziej strudzonego, a z biegiem czasu zaczął też wyglądać
na sfrustrowanego. Tymczasem Kubuś
wrzeszczał i lamentował, krzyczał i ryczał, jakby mu wyrywali odnóża. Wreszcie
po 40 minutach, podczas których doktor wytrwale mocował się z moją ósemką,
wszystko nagle ucichło:
- Byłeś bardzo dzielny – powiedziała mama Kubusia, a jego dentystka też coś powiedziała, ale nieco mniej pochwalnego.
Po chwili wkroczyła do gabinetu, w którym mój
doktor powoli odchodził od zmysłów, trudząc się, ciągnąc i podważając,
niestety jednak bez trwałych efektów.
- Ale masz grzeczną pacjentkę – powiedziała ze szczerym podziwem dentystka, a
doktor przyznał jej rację i chyba go to zmotywowało, bo wreszcie po długich
chwilach rozpierania i podważania wydobył mój ząb na powierzchnię.
- Jaki ładny ząbek – powiedziała dentystka i oboje, za moimi
plecami zaczęli go podziwiać, a także analizować jego budowę.
- A czy ja też mogę zobaczyć? – zapytałam i okazało się, że owszem mogę.
- Ale nie wystraszy się pani? – zapytał doktor, a kiedy
zaprzeczyłam i przystąpiłam do oglądania zarechotał: - A może pani go chce na
pamiątkę?
- Nie, dziękuję – odparłam z godnością, tracąc w ten sposób
na zawsze szansę, by w zamian otrzymać atrakcyjny dar od Wróżki Zębuszki. W
gabinecie zapanowała krępująca cisza.
- A czy w takim razie, eeee – powiedziała dentystka Kubusia –
czy ja mogłabym go dostać?
Doktor spojrzał mi głęboko w oczy.
- Nie ma pani nic przeciwko? – zapytał.
- No skądże, jeśli pani się przyda, to proszę bardzo –
odparłam z nadmiernym może entuzjazmem. Po czym dentystka Kubusia, podziękowawszy wylewnie, zawinęła mój bezpowrotnie
utracony ząb w chusteczkę i udała się w sobie jedynie znanym kierunku.
A ja powlokłam się do domu, bez zęba, za to w stanie
narastającej maligny, wyobrażając sobie już do końca dnia – co ona zrobi z moim
zębem?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz