czwartek, 26 lipca 2012

Ząbek

Ponieważ jestem bardzo zapobiegliwa i mam zwyczaj chuchać na zimne, postanowiłam poddać się zabiegowi usunięcia zęba – zęba numer osiem, ściśle rzecz ujmując. Ząb ów mi nie doskwierał, ale ciągle myślałam, że pewnie kiedyś zacznie, i wówczas nieszczęście gotowe. W tym celu, ażeby pozbyć się potencjalnego niebezpieczeństwa i uniknąć przyszłego bólu, spotkałam się z doktorem od zębów, który żwawo zabrał się do swojej pracy, to znaczy podważania, wykręcania i młotkowania nieszczęsnego ząbka. Te wstępne zabiegi  trochę trwały, a tymczasem do sąsiedniego gabinetu weszła jakaś pani z dzieckiem noszącym imię, jak się wkrótce okazało, Kubuś.
- Kubusiu, otwórz buzię – dobiegł głos zza drzwi.
- Nie nie nie! – wrzasnął Kubuś.
I się zaczęło. Dentystka zajmująca się Kubusiem wydawała z siebie pocieszają odgłosy, mama Kubusia prośbą i groźbą próbowała nakłonić go do kolejnych czynności, zmierzających do zaplombowania chorego zęba, a Kubuś darł się wniebogłosy, jakby go odzierali ze skóry lub palili na stosie przygotowanym przez  Świętą Inkwizycję. W tym czasie mój doktor trudził się nad nieszczęsnym zębem i z każdą chwilą wyglądał na coraz bardziej strudzonego, a z biegiem czasu zaczął też wyglądać na sfrustrowanego.  Tymczasem Kubuś wrzeszczał i lamentował, krzyczał i ryczał, jakby mu wyrywali odnóża. Wreszcie po 40 minutach, podczas których doktor wytrwale mocował się z moją ósemką, wszystko nagle ucichło:
- Byłeś bardzo dzielny – powiedziała mama Kubusia, a jego dentystka też coś powiedziała, ale nieco mniej pochwalnego.
Po chwili wkroczyła do gabinetu, w którym mój doktor powoli odchodził od zmysłów, trudząc się, ciągnąc i podważając, niestety jednak bez trwałych efektów.
- Ale masz grzeczną pacjentkę – powiedziała ze szczerym podziwem dentystka, a doktor przyznał jej rację i chyba go to zmotywowało, bo wreszcie po długich chwilach rozpierania i podważania wydobył mój ząb na powierzchnię.
- Jaki ładny ząbek – powiedziała dentystka i oboje, za moimi plecami zaczęli go podziwiać, a także analizować jego budowę.
- A czy ja też mogę zobaczyć? – zapytałam  i okazało się, że owszem mogę.
- Ale nie wystraszy się pani? – zapytał doktor, a kiedy zaprzeczyłam i przystąpiłam do oglądania zarechotał: - A może pani go chce na pamiątkę?
- Nie, dziękuję – odparłam z godnością, tracąc w ten sposób na zawsze szansę, by w zamian otrzymać atrakcyjny dar od Wróżki Zębuszki. W gabinecie zapanowała krępująca cisza.
- A czy w takim razie, eeee – powiedziała dentystka Kubusia – czy ja mogłabym go dostać?
Doktor spojrzał mi głęboko w oczy.
- Nie ma pani nic przeciwko? – zapytał.
- No skądże, jeśli pani się przyda, to proszę bardzo – odparłam z nadmiernym może entuzjazmem. Po czym dentystka Kubusia, podziękowawszy wylewnie, zawinęła mój bezpowrotnie utracony ząb w chusteczkę i udała się  w sobie jedynie znanym kierunku.
A ja powlokłam się do domu, bez zęba, za to w stanie narastającej maligny, wyobrażając sobie już do końca dnia – co ona zrobi z moim zębem?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz