Pokłóciliśmy się wszyscy, trudno powiedzieć, o co i dlaczego.
Pewno nie było warto, ale tak to niekiedy w życiu bywa. Szliśmy potem z basenu przez zwały
śniegu i rozmawialiśmy, skąd się ta kłótnia wzięła i po co ona była. Ja mówiłam
i Piotr mówił, a najwięcej jak zwykle Mateusz, że to, że tamto i w koło.
I nagle Mateusz:
- Oj, Piotr, bo ty nie rozumiesz anarchii!
Zdębieliśmy i mowę nam odebrało. Po chwili osłupienia jednak
zebrałam się na odwagę:
- Eee Mateusz, a co to jest anarchia?
- Nie mam pojęcia – odparł rezolutnie Mateusz.
- Anarchia jest wtedy – zaśmiał się Piotr – kiedy Michał
wskoczy na łóżko, narobi bobków i nasika do pościeli, żeby oznaczyć terytorium – i podążyliśmy dalej.
W zgodzie zjedliśmy makaron ze szpinakiem i poszliśmy do kina na Życie Pi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz