czwartek, 17 stycznia 2013

Słoń


Mateusz jest miłym i dobrym dzieckiem. Ostatnio postanowił przygotować prezent NNowi z okazji jego urodzin, które miały miejsce parę dni temu. Zrobił laurkę, zapakował stare zdjęcie NNa (chyba ze szkolnej legitymacji), które gdzieś znalazł, a także kartkę, którą sam dostał na urodziny w zeszłym roku od babci. Długo natomiast się zastanawiał, czy wręczyć NNowi styropianowego różowego królika (którego podarował mi w zeszłym roku po wycieczce do Poznania), czy drewnianego słonia (którego przywiózł ze Szczecina: tego słonia ja z kolei dostałam w dzieciństwie od przyjaciółki, która była w podróży w Afryce). Szczerze mówiąc wolałam, żeby zaniósł NNowi tego uroczego różowego królika, bo słoń nie tylko wydawał mi się solidniejszy, ale i posiadający większą wartość sentymentalną.

Siedzimy sobie wczoraj wieczorem i rozmawiamy.

ja: Zaraz zaraz, i co w końcu zaniosłeś tacie w prezencie?

Mateusz: Słonia.

ja: Mhhm. Myślałam, że zdecydujesz się na królika.

Mateusz: Nie… Wiesz, ten słoń miał opuszczoną trąbę.

ja: I co z tego?

Mateusz: Taki słoń z opuszczoną trąbą przynosi nieszczęście, więc nie chciałem go już dłużej trzymać w moim pokoju.

ja: I myślisz, że to dobry pomysł na prezent?

Mateusz: Na pewno najlepszy, jaki przyszedł mi do głowy.

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz