wtorek, 22 stycznia 2013

Samo dziecko

Myśli mam raczej ponure i smutne. A tu śnieg pada, autobusy w śniegu grzęzną i samochody, i podobnie – kolej. Długo jadę więc z pracy, żeby odebrać ukochane dziecko. Wreszcie jednak wpadam do szkoły.
- Mamo – mówi z wyrzutem w głosie ukochane dziecko – to było naprawdę bardzo długo!
Zaczynam się więc tłumaczyć, że śnieg, że zatory i wypadki na drogach.
- Jasne – kontynuuje dziecko – tylko, że ja się martwiłem, że nigdy nie przyjdziesz. Martwiłem się, że gdzieś zginęłaś po drodze, no…. że umarłaś. I co by wtedy ze mną było? Z kim bym mieszkał? Pewnie by się skończyło, że musiałbym zamieszkać z samym Michałem. I jak by to było? Samo dziecko mieszkające z królikiem?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz