Myśli mam raczej ponure i smutne. A tu śnieg pada, autobusy
w śniegu grzęzną i samochody, i podobnie – kolej. Długo jadę więc z pracy, żeby
odebrać ukochane dziecko. Wreszcie jednak wpadam do szkoły.
- Mamo – mówi z wyrzutem w głosie ukochane dziecko – to było
naprawdę bardzo długo!
Zaczynam się więc tłumaczyć, że śnieg, że zatory i wypadki
na drogach.
- Jasne – kontynuuje dziecko – tylko, że ja się martwiłem, że
nigdy nie przyjdziesz. Martwiłem się, że gdzieś zginęłaś po drodze, no…. że umarłaś.
I co by wtedy ze mną było? Z kim bym mieszkał? Pewnie by się skończyło, że
musiałbym zamieszkać z samym Michałem. I jak by to było? Samo dziecko
mieszkające z królikiem?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz