W niedzielny poranek Mateusz zbierał się do wyjazdu do
dziadków na wieś gdzieś na końcu świata, w której ma spędzić pierwszy tydzień
ferii. Usiłowaliśmy się do tego emocjonalnie przygotować, więc całusom,
przytulaniom i zapewnieniom o wzajemnej dozgonnej miłości nie było końca, mówiliśmy
o tęsknocie, jaką będziemy odczuwać i jak to będzie wspaniale znowu się spotkać.
Między nami kręcił się wesoło królik Michał, a w telewizorze coś tam opowiadali
o oddawaniu i pozbywaniu się kogoś i ja się zapytałam z głupia frant:
- Mateusz, a ty byś oddał Michała?
- W życiu! – zaprzeczył gorliwie Mateusz.
- A za tablet? Czy wymieniłbyś Michała za tablet? – dopytał się Piotr znad
komputera.
Mateuszowi zaświeciły się oczy i aż go zatkało z wrażenia, a przed oczami najwyraźniej stanął mu niezwykle atrakcyjny tablet, ale szybko
się zreflektował:
- Eeee. Nie – powiedział, ale w jego głosie słychać było
wahanie.
Michał zastrzygł uszami i wąsami, popatrzył na nas z wyraźnym
niepokojem, a potem stanął słupka.
- Nie nie, nikt cię nikomu i nigdy nie odda, nie martw się –
zapewniliśmy go, a Michał nieco się uspokoił.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz