wtorek, 22 stycznia 2013

Duch

Podczas tegorocznej zabawy sylwestrowej przetańczyłam tyle tańców z własnym synem, co jeszcze nigdy w życiu. Ale – jak to bywa – mimo powszechnej, właściwej tej nocy wesołości zdarzyło nam się parę potknięć i obraz majestatu. W pewnym momencie Mateusz zszedł z parkietu i – chociaż było wiele próśb i zachęt – nie chciał za nic wrócić. Prosiliśmy go na przemian, Piotr i ja, aż wreszcie Mateusz wyrzucił z siebie:
- Nie mogę już tańczyć! Nie rozumiecie, że straciłem ducha tańca?
Ot i właśnie mnie spotkało coś podobnego. Śnieg sypie, temperatura spada i spada każdego dnia, drzewko na oknie walczy na przetrwanie, królik udaje, że jest chlebem, albo może bułką, woda w kaloryferach bulgocze, a ja nic nie mogę, a zwłaszcza nie mogę pisać. Bo tak się składa, że utraciłam ducha pisania i ducha wszystkiego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz