Skończyłam czytać Rehabilitację
i kiedy zamknęłam książkę przypomniał mi się wieczór autorski Wiktora
Osiatyńskiego, na którym byliśmy w październiku, i z którego wynieśliśmy trzy
dedykacje w trzech tomach, o takiej oto treści:
Rehab: „Oli i
Piotrowi serdecznie”.
Litacja: „Piotrowi
i Oli z życzeniami radości”.
Rehabilitacja: „Oli
i Piotrowi z życzeniami pogody ducha”.
Na tym wieczorze autorskimi wydawca ujawnił, że ostatnia z
książek miała się kończyć zdaniem: „I byłem szczęśliwy”, czy jakoś tak.
Zasugerował jednak autorowi jego wykreślenie i rzecz kończy się słowami: „Teraz
już niczego nie żałowałem”. I autor tak zrobił. Potem, na tym wieczorze, trochę
się z tego tłumaczył i teraz ja, kiedy się nad tym zastanawiam – po lekturze
wszystkich trzech książek – myślę, że to szkoda. Że byłoby to bardzo piękne
zakończenie opowieści o W., który w końcu Rehabilitacji,
przed obrazem Botticellego przedstawiającym Świętego Augustyna, spotkał
samego siebie i stał się sobą samym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz