- Mamo, po co właściwie były te obozy koncentracyjne? –
zapytał Mateusz po powrocie ze szkoły, a ja zamarłam z przerażenia, po czym
podjęłam heroiczną próbę jasnego i pozbawionego przesadnych emocji opowiedzenia
dziecku o istocie kacetów. Mateusz słuchał mnie uważnie, marszcząc czoło, a
wreszcie zawołał:
- A! i tam były komory gazowe!
- Niestety – powiedziałam i na tym szczęśliwie wątek się
urwał, a Mateusz zaczął przeszukiwać plecak w poszukiwaniu śpiewnika szkolnego,
a zaraz kiedy go znalazł odśpiewał mi uroczyście pieśń:
„Nie mają lampasów, lecz szary ich strój
Nie noszą ni srebra, ni złota”… itd.
Po jakimś czasie Mateusz znów mnie zagadnął:
- Mamo, a jak działają kule? Dlaczego one zabijają ludzi?
Zaczęłam mętnie tłumaczyć, że kule są z metalu i niszczą
narządy wewnętrzne, w związku z czym zabijają.
- Straszni są ludzie – orzekł Mateusz – którzy strzelają do
innych ludzi lub do zwierząt. Prawda?
- Prawda – odparłam z przekonaniem.
- A wiesz – powiedział – jednak kiedyś było lepiej, na
przykład w czasach bitwy po Grunwaldem walczono na miecze i to było trochę
bezpieczniejsze niż takie strzelanie.
W międzyczasie w zeszycie do języka polskiego rozwiązaliśmy
rebusy: „Ludzie ludziom zgotowali ten los” oraz „Nigdy więcej wojny!”.
Podejrzewam, że wszystko to z okazji lekcji patriotyzmu przed dniem 11
listopada.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz