wtorek, 6 listopada 2012

Eksperymenty medyczne


Wybraliśmy się z wizytą kontrolną do okulisty.

- Mamo, jaka kolejka! – wykrzyknął zdumiony Mateusz, kiedy przekroczyliśmy bramy specjalistycznego szpitala na Pradze.

- Widzisz, synku – mówię na to – tak to już bywa u lekarza.

- I ci wszyscy ludzie są chorzy? – zapytał wskazując na tłum kłębiący się przy rejestracji i pokręcił głową z niedowierzaniem.

- No, zdrowi na pewno nie są – odrzekłam.

Potem staliśmy w kolejce do specjalisty dziecięcego, a tłum kłębił się i wykłócał. Obok jedna pani mówiła podniesionym głosem, co myśli o lekarzu przyjmującym w sąsiednim gabinecie. Dla rozrywki wdaliśmy się więc w pogawędkę z miłą lekarką, która namawiała licznie zgromadzonych na badania służące medycznym eksperymentom. Nikt na tym korytarzu się do nich nie palił („Ja tu już wystarczająco długo czekam” powiedział tęgi jegomość, a pani w trwałej ondulacji zawtórowała: „Pewnie! Dość już czekamy. Na żadne badania nie pójdziemy!”). Więc ja (aby zaprezentować dziecku prospołeczną postawę) postanowiłam się zgodzić i wkrótce udaliśmy się do gabinetu, gdzie pobrano mi krew.

- Nie zemdleje pani? – zapytała pielęgniarka.

- Boże! – zakrzyknął Mateusz – ja zaraz zemdleję! – ale nie zemdlał.

- Ja nie mogę, mamo, jak ty to wytrzymałaś? – zapytał, gdy opuściliśmy ów gabinet.

- Jakoś wytrzymałam – odparłam.

- To niesamowite… - Mateusz na to.

- Co jest takie niesamowite?

- No bo pobrali ci tyle krwi, a ty nawet nie zemdlałaś. Nie wiedziałem, że mam taką odważną mamę.

 

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz