Opowieść służy temu, żeby oswoić różne wydarzenia, w których uczestniczymy i rzeczy, które nas spotykają, dlatego opowieść to poważna sprawa, choć może zaczynać się zupełnie niewinnie: „Pani Dalloway powiedziała, że sama kupi kwiaty”.
Kiedyś dawno dawno temu pisałam sobie blog, który opowiadał o moim życiu z małym synkiem. Ten mój synek już skończył siedem lat, a moje życie od tamtego czasu wywinęło koziołka. Właściwie jest ono w fazie ciągłego wywijania koziołków w te i wewte. I o tym zapewne będzie ta opowieść, ale nie tylko.
Kiedy byłam małą dziewczynką chciałam zostać pisarką, czy właściwie chciałam zostać pisarzem, bo być może wydawało mi się, że to drugie jest bardzo porywające. Gdy byłam w 3 klasie, pani kazała wszystkim napisać opowiadanie. I owszem napisałam, przesadnie długie opowiadanie o przyjaźni, jakimś karmniku i ptaszkach. Jego fabuła była, jak mi się zdaje mało potoczysta, ale wówczas wydawała mi się dość udana. Ale nie to zwróciło uwagę nauczycielki. Otóż, z nie do końca dla mnie samej dziś zrozumiałego powodu, narratorem w tym opowiadaniu był chłopiec. To jakoś nauczycielkę zdenerwowało – i w komentarzu napisała mi coś w rodzaju: „Dlaczego opowiadasz jako chłopiec?”. Przy okazji postanowiła nie oceniać mojej pracy, do dziś nie wiem dlaczego, ale pamiętam, że towarzyszyło mi wówczas uczucie wstydu, a także (właściwa niedocenionym autorom) przykra świadomość braku akceptacji otoczenia. Takie emocje pewnie zostają na całe życie i stąd zapewne potem moja ciągła i trwająca do dziś - na przemian - chęć i niechęć do pisania.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz