- Jestem tak rozbrykany, że na pewno dziś nie zasnę – powiedział Mateusz, kiedy wróciliśmy z przyjęcia na osiedlu bloków z lat osiemdziesiątych.
Naszą drogę do domu umiliło spotkanie z taksówkarzem. O edukacyjnej roli spotkań z taksówkarzem wiele słyszałam, ale do wczoraj niemal tego nie doświadczyłam.
Kiedy wsiedliśmy i poprosiłam grzecznie, żeby pojechał do naszej odległej od centrum dzielnicy, prychnął i powiedział, że dla niego to nie Warszawa, że Warszawa to willowe uliczki Żoliborza i to on rozumie, i w takiej Warszawie się nie gubi. Próbowałam się usprawiedliwić, że też bym wolała mieszkać willi na Żoliborzu i mam nadzieję, że kiedyś zamieszkam, ale dziś wieczorem jestem zmuszona udać się właśnie do bloku w odległej dzielnicy.
- I te grodzone osiedla, kto to widział, żyć się nie da – wzdychał.
- Ja też mam takie – powiedziałam również wzdychając, bo przecież i tak by się dowiedział. Ale też nie lubię tych ogrodzeń – usiłowałam się (zgodnie z własnym sumieniem jednak) usprawiedliwiać,
- Bo wie pani – powiedział taksówkarz – ja jestem prawdziwy warszawiak i patrzeć nie mogę na tych wszystkich, co do Warszawy przyjeżdżają, żyć w mieście nie umieją i tłok robią.
- No tak i ja przyjechałam do Warszawy, w 1993 roku – wyznałam dość niespodziewanie dla siebie samej.
- O sama pani widzi – podsumował taksówkarz, a ja się poczułam niezbyt swojo. Taksówkarz jednak powiedział, chyba żeby mnie pokrzepić:
- Ci, co przyjeżdżają, to potrafią oszczędzać. Żyją byle jak, byle jakie mają mieszkania, ciułają ciułają, nic, tylko oszczędzają. Wie pani, a prawdziwy warszawiak nie oszczędza, nie ma potrzeby takiej, i nie potrafi. Ale potrafi się zabawić… - jadąc Alejami Jerozolimskimi - I wie pani co…, ja to mam tak dość tego elementu napływowego, że może sam z Warszawy wyjadę, a dziewczynę mam w Gorzowie – wyznał wreszcie – to mam dokąd. A ja (mimo że miałam je na końcu języka i naprawdę musiałam się hamować) powstrzymałam się przed swoimi wyznaniami na temat planów życiowych.
Taksówkarz rzeczywiście miał uraz do peryferyjnych dzielnic i dlatego podczas pozostałej części drogi udzielałam mu instrukcji ja dojechać. Kiedy już dojechaliśmy i pożyczył mi dobrej nocy, ja powiedziałam coś w rodzaju: „Udanego wieczoru”, taksówkarz tylko prychnął:
- Co pani… ja już sobie zarobiłem, do domu jadę. I odjechał.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz