Śnieg pada i pada, i pada i pada. Idziemy razem, Mateusz i
ja. Ja w czapce uszatce, Mateusz w przebraniu królika. Idziemy i gawędzimy o
zbliżających się świętach. I nagle, wskazując w nieokreśloną dal, Mateusz mówi:
- Ech, gdzieś tam są groby naszych zmarłych świnek.
- Tak, gdzieś tam – mówię niezbyt wesoło.
- Ale wiesz, co – odzywa się Mateusz po krótkiej chwili –
kiedy umrze nasz Michał, pochowamy go na prawdziwym cmentarzu dla zwierząt i
przygotujemy mu bardzo piękny pogrzeb, jakiś taki uroczysty. Może nawet zrobimy
potem przyjęcie? Jak się nazywa takie przyjęcie?
- Hmm – wzdycham – Michał jest jeszcze młodym królikiem i
nie wygląda na takiego, co miałby się żegnać z życiem.
- Wiesz, mamo – mówi na to – z tymi sprawami, to nigdy nie
wiadomo i lepiej być przygotowanym na wszystko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz