wtorek, 11 grudnia 2012

Stypa

Śnieg pada i pada, i pada i pada. Idziemy razem, Mateusz i ja. Ja w czapce uszatce, Mateusz w przebraniu królika. Idziemy i gawędzimy o zbliżających się świętach. I nagle, wskazując w nieokreśloną dal, Mateusz mówi:
- Ech, gdzieś tam są groby naszych zmarłych świnek.
- Tak, gdzieś tam – mówię niezbyt wesoło.
- Ale wiesz, co – odzywa się Mateusz po krótkiej chwili – kiedy umrze nasz Michał, pochowamy go na prawdziwym cmentarzu dla zwierząt i przygotujemy mu bardzo piękny pogrzeb, jakiś taki uroczysty. Może nawet zrobimy potem przyjęcie? Jak się nazywa takie przyjęcie?
- Hmm – wzdycham – Michał jest jeszcze młodym królikiem i nie wygląda na takiego, co miałby się żegnać z życiem.
- Wiesz, mamo – mówi na to – z tymi sprawami, to nigdy nie wiadomo i lepiej być przygotowanym na wszystko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz