Skończyły się jedne ze świąt i zima minęła. Ptaki śpiewają i
latają – to tu, to tam. I koniec roku się zbliża i to jest czas na różne owocne
podsumowania. Na przykład, że płytą roku zostaje Ill Manors autorstwa Plana B, że
filmem roku zostaje The Best Exotic Marigold Hotel (albo jakiś inny film, nie mam co do tego pewności), a książką… może na przykład The Casual Vacancy, napisana przez znaną
pisarkę dziecięcą J. K. Rowling. Sprawiliśmy sobie ją przed samymi świętami i
spędziliśmy sporą część czasu na lekturze, dość szczególnej, bo albo Piotr mi
czytał, albo ja czytałam Piotrowi. Bardzo to było świąteczne, chociaż sama
książka nieszczególnie, ze względu na ogólną ponurość. Ta ponurość jakoś
jednak pasuje do roku, który mija, gdyż był to rok trudny do zniesienia pod kilkoma
względami, i wprawiający chwilami w szczerą wściekłość lub przeciwnie –
ckliwą melancholię. W tym roku odbyłam ze cztery a może i pięć rozpraw rozwodowych, w dodatku bez żadnego sensownego rezultatu, odwiedzałam komendy policji i odbywałam spotkania z kuratorami sądowymi, sprawdzającymi, czy wiem, do której klasy chodzi moje dziecko. Był to rok, w którym miał się skończyć świat, ale póki co
się nie skończył i nikt już – pozostając przy zdrowych zmysłach – takiego końca
nie oczekuje. Świat się nie skończył, przeszła najdłuższa noc roku i dzień Narodzin Słońca. I teraz, już po tym wszystkim, pora na podjęcie kilku postanowień noworocznych oraz mniej lub bardziej dalekosiężnych planów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz