W sobotni wieczór szliśmy rozświetlonym przedświątecznie
Krakowskim Przedmieściem. Mateusz w czapce królika, a my w czapkach uszatkach.
Wszystko z powodu grudniowego mrozu. I koło pałacu prezydenckiego Mateusz niespodziewanie
powiada:
- O, szkoda, że Piotr nie jest prezydentem, ale może kiedyś
zostanie?
- No może kiedyś… zobaczymy – mówię.
- Prezydent nie ma źle – Piotr na to – zajęć nie tak wiele,
odpowiedzialność prawie żadna,
- No chyba, że wybuchnie wojna – mówię ja.
Tu Mateusz jęknął głucho.
- Ale nie martw się – dodaję więc pocieszająco – póki co, nic
nie wskazuje, żeby miała wybuchnąć jakaś wojna.
- No nie wiem – powiada Mateusz ponurym głosem spod
króliczych uszu – różnie to może być. Nie
sądź książki po okładce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz