czwartek, 25 października 2012

Tysiącleć


W pochmurny i ponury poranek czwartkowy idziemy z Mateuszem do szkoły. Ja mam nos spuszczony na kwintę. Idę powoli, powłócząc nogami, a Mateusz hasa wesoło dokoła. Ja rozmyślam nad sensem, a ponadto: o dwóch parach zgubionych okularów, o znalezionych zepsutych okularach, o wszystkich wczorajszych katastrofach i nieszczęściach, i jestem smutna i zła na siebie, a Mateusz znienacka pyta:
- Mamo, a wiesz, kto to był Tysiącleć?
- Jaki Tysiącleć?
- No ten, co ma u nas Plac Tysiąclecia.
- Synku, to chodzi o Tysiąclecie Polski.
- To Polska ma tysiąc lat?
- Tak.
- No to nieźle! Ha ha. A ja myślałem, że był jakiś pan, który nazywał się Tysiącleć, jak na przykład Jan Matejko, albo ktoś inny bardzo sławny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz