W muzeum wzięłam dziś udział we wspaniałym przyjęciu
kończącym konserwację całkiem najwspanialszego obrazu na całym świecie, jak twierdzi
mój syn, czyli Bitwy pod Grunwaldem. Na
tym przyjęciu zjadłam: ze dwa ciastka z kremem, z czego na jednym było
winogrono, a na drugim śliwka, ciasto, którego już nie pamiętam (choć możliwe też,
że wcale go nie zjadałam), tartę (chyba) cytrynową, porcję tiramisu i jakiś
tort z dużą porcją białego kremu. Po tym wszystkim myślałam, że przeniosę się w
jakiś inny wymiar bytu, ale to nie nastąpiło. A szkoda – tak czy inaczej, jeśli
następnym razem w magazynie muzealnym pęknie jakaś rura, to nie będę wszczynać
alarmu, ani też jej zatykać własnymi rękami, ale położę się i chwilę poczekam,
aż woda lecąca z tej rury mnie utopi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz