środa, 24 października 2012

Picie i nie-picie

Mimo choroby górnych dróg oddechowych, stanów podgorączkowych i zaczątków kataru poszliśmy, Piotr i ja, na wieczór autorski Osiatyńskiego Wiktora, który odbył się z okazji wydania jego książki pt. Rehabilitacja. Książka ta jest ciągiem dalszym dwóch innych, noszących tytuły: Rehab i Litacja. Opowiadają one o zaprzestaniu picia przez głównego bohatera – W. i o tym, co było potem, przez następne bodaj 5 lat. Rehabilitacja to ciąg dalszy, czyli zakończenie całej historii, z którego – jak się okazało na wieczorze autorskim – wykreślono ostatnie zdanie że „W. czuł się odtąd szczęśliwy”, co jednak nie zmienia faktu, że cały ten tryptyk jest (jak mi się zdaje) opowieścią o osiąganiu szczęścia.
Treść książek  i to wszystko ciekawe jest bardzo z powodu tematu – i to pewnie prawie dla każdego, bo (zwłaszcza na naszej szerokości geograficznej) każdy prawie bliżej, albo dalej siebie ma, albo nawet sam posiada gdzieś w zanadrzu jakiegoś alkoholika i prawie każdy ma takiego alkoholika gdzieś do siebie, do wewnętrznych połaci duszy podczepionego: jak (dla przykładu) ja – by wspomnieć jedynie o świętej pamięci nieżyjących – mam podczepionego mojego wileńskiego dziadka Kazimierza i jestem zapewne nim podszyta, nawet jeśli o tym na co dzień nie myślę lub wolę nie pamiętać.
Wprawdzie kwestie picia, nie-picia itd. zajmują  w tych książkach poczesne miejsce, ale sama je czytając nie tak dawno temu myślałam, a wczorajszy wieczór utwierdził mnie w tym przekonaniu, że wszystko, co w nich napisane nie jest epopeją alkoholika (jak, dajmy na to wiele dzieł Jerzego Pilcha), ale dotyczy jakiejś drogi rozwoju duchowego i emocjonalnego. W pewnym sensie dla alkoholików ten rozwój jest łatwiejszy, bo wiadomo – problemem jest picie i z niego pijakowi trzeba się jakoś wyzwolić. Alkohol jest oczywistym punktem odniesienia dla takiej drogi. Bardzo na pewno utrudnia życie, ale może też i coś jednak ułatwia. Bo co, jak ja prawie nie piję, nie palę już wcale (nie to co kiedyś!), nie mam skłonności do kompulsywnych zakupów, ani innych podobnych przypadłości, a ciągle coś w duszy mojej jest nie tak, bo uwiera i smędzi, i sama nie wiem, czy mam kontakt z samą sobą, czy też nie mam go wcale?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz