Mimo choroby górnych dróg oddechowych, stanów
podgorączkowych i zaczątków kataru poszliśmy, Piotr i ja, na wieczór autorski
Osiatyńskiego Wiktora, który odbył się z okazji wydania jego książki pt. Rehabilitacja. Książka ta jest ciągiem
dalszym dwóch innych, noszących tytuły: Rehab
i Litacja. Opowiadają one o
zaprzestaniu picia przez głównego bohatera – W. i o tym, co było potem, przez
następne bodaj 5 lat. Rehabilitacja to
ciąg dalszy, czyli zakończenie całej historii, z którego – jak się okazało na
wieczorze autorskim – wykreślono ostatnie zdanie że „W. czuł się odtąd
szczęśliwy”, co jednak nie zmienia faktu, że cały ten tryptyk jest (jak mi się
zdaje) opowieścią o osiąganiu szczęścia.
Treść książek i to wszystko
ciekawe jest bardzo z powodu tematu – i to pewnie prawie dla każdego, bo
(zwłaszcza na naszej szerokości geograficznej) każdy prawie bliżej, albo dalej
siebie ma, albo nawet sam posiada gdzieś w zanadrzu jakiegoś alkoholika i prawie każdy ma takiego
alkoholika gdzieś do siebie, do wewnętrznych połaci duszy podczepionego: jak
(dla przykładu) ja – by wspomnieć jedynie o świętej pamięci nieżyjących – mam
podczepionego mojego wileńskiego dziadka Kazimierza i jestem zapewne nim podszyta,
nawet jeśli o tym na co dzień nie myślę lub wolę nie pamiętać.
Wprawdzie kwestie picia, nie-picia itd. zajmują w tych książkach poczesne miejsce, ale sama je
czytając nie tak dawno temu myślałam, a wczorajszy wieczór utwierdził mnie w
tym przekonaniu, że wszystko, co w nich napisane nie jest epopeją alkoholika
(jak, dajmy na to wiele dzieł Jerzego Pilcha), ale dotyczy jakiejś drogi rozwoju duchowego
i emocjonalnego. W pewnym sensie dla alkoholików ten rozwój jest łatwiejszy, bo
wiadomo – problemem jest picie i z niego pijakowi trzeba się jakoś wyzwolić.
Alkohol jest oczywistym punktem odniesienia dla takiej drogi. Bardzo na pewno
utrudnia życie, ale może też i coś jednak ułatwia. Bo co, jak ja prawie nie
piję, nie palę już wcale (nie to co kiedyś!), nie mam skłonności do
kompulsywnych zakupów, ani innych podobnych przypadłości, a ciągle coś w duszy
mojej jest nie tak, bo uwiera i smędzi, i sama nie wiem, czy mam kontakt z samą
sobą, czy też nie mam go wcale?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz