W sobotę pojechaliśmy do ogrodów zoologicznych. Było pięknie
i jesiennie-kolorowo. Odwiedziliśmy małpy, słonie, żyrafy, różne zwierzęta górskie i nizinne, a na koniec
karaluchy, pingwiny i foki. Potem zoo zamknęli i trzeba było wracać do domu. A
następnego dnia znowu wybraliśmy się za Wisłę, żeby odwiedzić dzidziusia,
którego wujkiem został Mateusz.
- Ale śliczny ten Antoś – mówi Mateusz – jaki on słodziutki
i jaki milutki, i jakie ma malutkie rączki i nóżki! A kiedy my będziemy mieli
takiego dzidziusia w domu?
W poniedziałkowy poranek idziemy do szkoły, a wokół nas
mgła.
- No nie wiem, czy w ogóle będziemy mieli jakiegoś dzidziusia
– na to ja mówię.
- A nie możecie się z Piotrem jakoś postarać?
- Jak to się postarać? – i zastanawiam się z przerażeniem: „Co
to dziecko ma na myśli?”.
- Oj, mamo – odzywa się dziecko – to wy jesteście dorośli i
wy powinniście wiedzieć, jak postarać się o takiego maluszka.
- Niby masz rację – odpowiadam słabym głosem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz