Pojechaliśmy na ślub i wesele M. i J., który to jest starym
kolegą Piotra ze szkoły, ze studiów oraz z dawnego pobytu w Anglii. Przy okazji zwiedziliśmy
powierzchownie Kutno i nieco dokładniej cel naszej wyprawy, to znaczy Gostynin. Wszystko to było ciekawe i bawiliśmy się dobrze, chociaż oboje nie jesteśmy zbyt wprawnymi
ani też zapalonymi weselnikami. „Choć teraz, kiedy zobaczyliśmy, jakie udane bywają śluby i
wesela, to może się zmienić” powiedziałam do Piotra, a on dość entuzjastycznie pokiwał głową. Więc powiedziałam mu, kto z naszych przyjaciół i znajomych powinien wkrótce zadzierzgnąć węzeł małżeński, a Piotr zgodził się częściowo z moimi śmiałymi koncepcjami.
I tylko
jedna rzecz burzyła mój spokój, a mianowicie zostawiony samotnie w domu królik. Jednak
– jak piszą w książkach – nic nie zapowiadało nadciągającej katastrofy. Królika zostawiliśmy bowiem w komfortowych warunkach: z zapasem jedzenia i picia, na wybiegu o wielkości pokoju.
W
niedzielę pogoda była piękna, a my przejechaliśmy się romantycznie PKSem z
Gostynina do Warszawy Zachodniej, a jadąc z Warszawy Zachodniej do domu
nabyliśmy w sklepie jeszcze kilka atrakcyjnych towarów, takich jak: powidła
imbirowo-pomarańczowe, syrop klonowy oraz lody bakaliowe. W domu przywitała nas
cisza. Zajrzałam do pokoju Mateusza i królika, i zobaczyłam tego ostatniego ze
skwaszoną miną w pozie kury na grzędzie. „Ani chybi się obraził” powiedziałam i
potarmosiłam królika, żeby nie myślał, że nas nie było, bo go nie lubimy.
Niestety przy okazji zajrzałam pod biurko i moim oczom ukazało się kilka
dyndających swobodnie kabli, które po szybkich oględzinach okazały się kablami pogryzionymi
króliczym zębem. Ofiarą owego zęba padły
następujące urządzenia:
- netbook Mateusza;
- lampka na biurko;
- lampka nocna przywieziona z Wieliczki.
„To na pewno z nudów” – powiedział Piotr – „Z nudów i
samotności”, a ja nie mogłam nie przyznać mu racji. Zwróciłam królikowi uwagę,
że brzydko postąpił, ale trudno było z nim dyskutować ze względu na osowiałość
będącą skutkiem nie wiadomo czy poczucia winy, czy porażenia prądem.
„Na pewno się za mną stęsknił” – powiedział Mateusz – „I z
tej tęsknoty przegryzł kable”. I w tej koncepcji jest pewnie krzyna prawdy.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń