Międzynarodowy Dzień Osób Leworęcznych przyniósł nam ochłodzenie
i mżawkę. Tym samym, wygląda na to, zaczęła się jesień. Mgły, błota i kałuże,
rozkopane ulice i dziury w chodnikach. Mateusz wyjechał na odległą podzamojską
wieś, więc królik ma cały pokój dla siebie, z czego korzysta ze swadą.
A tymczasem mnie po niedługim urlopie spędzonym nad
basenikiem w helskim fokarium nie jest łatwo się pozbierać z rozgrzebanymi pracami
zaległymi i tymi, które jutro, a najdalej pojutrze staną się zaległe. Siedzę
więc w muzeum, siedzę przy biurku, usiłując bez entuzjazmu nadrobić, co się jeszcze da i myśląc, jak wymigać się z całej reszty, a
wysoko nad głową mam okno, za którym siąpi deszcz. „Dryń dryń” – dzwoni telefon.
- Słucham – odzywam się z nadzieją, że dzwoni nie do mnie.
- Halo! To ja jestem od obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej
– słyszę w słuchawce głos mojego dobrego znajomego.
- A to pan – nie udaje mi się niestety wykrzesać z siebie
wiele entuzjazmu.
- I co? Znalazła pani to brakujące skrzydło? Wie pani, skrzydło do obrazu z Jasnej Góry? – pyta tonem
zasadniczym.
- Proszę pana – zbieram się na odwagę – obawiam się, że tego
skrzydła nie da się znaleźć.
- Jak to się nie da? – mówi lekko zirytowany głos.
- Bo widzi pan, ten obraz raczej nie miał nigdy żadnych
bocznych skrzydeł – tłumaczę słabym głosem.
- Jak to nie miał? – pyta głos – Skąd pani może wiedzieć, że
nie miał? Skoro ja znalazłem jedno, to pani może chyba znaleźć drugie?
- Obawiam się, że nie – na to ja.
- A próbowała pani?
- Echmm... – mówię uprzejmie.
- Aha, więc pani odmawia! – tym razem głos brzmi groźnie.
- No tak, można tak powiedzieć – powiadam słabnąc.
- W takim razie – odzywa się jegomość – mam do pani jeszcze
jedną prośbę.
- Słucham – staram się przemawiać uspokajająco – postaram się
panu pomóc, jeśli będę w stanie.
- Proszę w takim razie znaleźć kogoś, kto poszuka
brakującego skrzydła do obrazu z Jasnej Góry. Na pewno jest ktoś taki!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz