Istoty rozumne uczą się na
własnych błędach i na cudzych się uczą, ale nie wszystkim się to udaje, albo
uczą się zbyt powoli, co i rusz popełniając te same błędy. Dziś o świcie z
pokoju zajmowanego obecnie przez królika usłyszałam dziwne „Szuru buru szuru
buru”. Przetarłam więc zaspane oczy i udałam się w miejsce, skąd to „szuru buru”
dobiegało, i ujrzałam królika usiłującego za wszelką cenę wcisnąć swe opasłe
tułowie w szparę za biurkiem Mateusza, gdzie zostało jeszcze parę niepożartych
kabli. Królik był pobudzony, uszy mu sterczały na wszystkie strony i musiałam
się z nim porządnie siłować, żeby dał spokój z kablami. A przecież dwa ostatnie
dni spędził osowiały, z nadpalonymi wąsami! Martwiłam się o niego, że prąd go
poraził, kiedy przegryzał kable lampek, netbooków i diabli wiedzą czego
jeszcze. Jak się jednak okazało, niewiele to nauczyło mojego podopiecznego.
Westchnęłam więc nad bystrością jego umysłu i poszłam do pracy, a kiedy szłam
na przystanek przypomniało mi się, że w środku nocy ktoś do mnie dzwonił, a ja –
jako że spałam – tego telefonu nie odebrałam. Jak przyjechał autobus 517
postanowiłam się do tego wydarzenia ustosunkować:
„Co tam za interes miałeś do mnie
w nocy? Czy przez pomyłkę dzwoniłeś, albo – nie daj Panie Boże – po pijaku?”
„Kocham Cię, ale – nie obraź się –
to była pomyłka.”
„No to dobrze, że zdecydowałam
się nie odbierać.”
„A gdybym konał i prosił o życie?”
„Ale na szczęście żyjesz.
Następnym razem wezmę pod uwagę, że to może być sprawa życia lub śmierci.”
„Następnym razem nie będę
ryzykował.”
A za oknami autobusu, mimo upału,
padał rzęsisty deszcz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz