W poniedziałkowe popołudnie idziemy ulicą Chmielną, i tak
idziemy idziemy i patrzymy, że nowa budowa się tam rozwija, duży żuraw stoi,
dźwigając wielkie betonowe bloki, i mówię do Piotra: „Chodźmy lepiej stąd, bo coś
czuję, że te wielkie betonowe bloki zaraz nam pospadają na głowy”, więc
poszliśmy. I dalej idziemy, a tu się wicher zrywa i szarpie i szarga całą
ulicą, i blachy faliste umieszczone na rusztowaniu koło kina Atlantic zrywa, i
rzuca nimi o ziemię. „O widzisz – mówię –
to ja miałam dobre przeczucie, że coś nam tu zagraża”. No i idziemy dalej,
przez Marszałkowską do Placu Defilad, a tam drzewo zwalone leży. I Piotr mówi: „No
naprawdę to było przeczucie, ze coś tu na nas w okolicy czyha”. I dalej
poszliśmy, aż do kina i tam, korzystając z na pół darmowych biletów,
obejrzeliśmy film Tożsamość Bourne’a.
Po wyjściu z kina mówię:
ja: Wiesz co, ale zmieniając aktora
grającego głównego bohatera, mogli to wytłumaczyć jakąś operacją plastyczną,
czy coś…
Piotr: Przecież główny bohater to nie był Bourne.
ja: Jak to nie był? – zdziwiłam się
szczerze.
Piotr: Ano nie, nawet inaczej się nazywał,
Aaron mianowicie.
ja: Wiesz co, to ty wiedziałeś, że
głównym bohaterem nie jest Bourne i nic mi nie powiedziałeś?
Piotr: Ale nie wiedziałem, że ty myślisz,
że to on.
A potem w zgodzie pojechaliśmy do
nieco osowiałego, w wyniku porażenia prądem królika.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz