wtorek, 21 sierpnia 2012

Cud na ulicy Chmielnej


W poniedziałkowe popołudnie idziemy ulicą Chmielną, i tak idziemy idziemy i patrzymy, że nowa budowa się tam rozwija, duży żuraw stoi, dźwigając wielkie betonowe bloki, i mówię do Piotra: „Chodźmy lepiej stąd, bo coś czuję, że te wielkie betonowe bloki zaraz nam pospadają na głowy”, więc poszliśmy. I dalej idziemy, a tu się wicher zrywa i szarpie i szarga całą ulicą, i blachy faliste umieszczone na rusztowaniu koło kina Atlantic zrywa, i rzuca nimi o ziemię.  „O widzisz – mówię – to ja miałam dobre przeczucie, że coś nam tu zagraża”. No i idziemy dalej, przez Marszałkowską do Placu Defilad, a tam drzewo zwalone leży. I Piotr mówi: „No naprawdę to było przeczucie, ze coś tu na nas w okolicy czyha”. I dalej poszliśmy, aż do kina i tam, korzystając z na pół darmowych biletów, obejrzeliśmy film Tożsamość Bourne’a. Po wyjściu z kina mówię:

ja: Wiesz co, ale zmieniając aktora grającego głównego bohatera, mogli to wytłumaczyć jakąś operacją plastyczną, czy coś…

Piotr: Przecież główny bohater to nie był Bourne.

ja: Jak to nie był? – zdziwiłam się szczerze.

Piotr: Ano nie, nawet inaczej się nazywał, Aaron mianowicie.

ja: Wiesz co, to ty wiedziałeś, że głównym bohaterem nie jest Bourne i nic mi nie powiedziałeś?

Piotr: Ale nie wiedziałem, że ty myślisz, że to on.

A potem w zgodzie pojechaliśmy do nieco osowiałego, w wyniku porażenia prądem królika.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz