Mateusz chciał iść do restauracji Magdy Gessler. Więc
poszliśmy do jej lokalu na ulicy Chmielnej. Kupiliśmy kawę, czekoladę z bitą śmietaną
i dwa ciastka – florentynkę i ciastko owsiane.
Po zajęciu stolika rozejrzeliśmy się dokoła, a Mateusz
pokręcił nosem:
- Za zielono tu – powiedział – Jak twoja kawa? – zapytał uprzejmie.
- Niezła – odrzekłam – a twoja czekolada?
- Bita śmietana jest zbyt kwaśna – stwierdził i napił się z
kubeczka – a czekolada zbyt… czekoladowa – dodał.
- Zbyt czekoladowa? – zapytałam.
- Tak – pokiwał głową i sięgnął po ciastko – Zbyt twarde i
coś w nim jest w środku – powiedział, po czym zaczął z uwagą przyglądać się
ciastku.
- Spróbuj tej florentynki – powiedziałam zachęcająco.
- Nie nie, już dziękuję – popatrzył znad okularów – i wiesz
co? – zapytał.
- No co? To znaczy słucham? – zapytałam ja.
- Tu ktoś powinien przyjść do tej restauracji i zrobić z tym
wszystkim porządek. A na razie, to my idziemy – zakomenderował. I poszliśmy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz