Jak to mówią – od przybytku głowa nie boli. Pogoda nie jest
przesadnie czerwcowa, ale mimo to udało nam się zrealizować pewne projekty
plenerowe.
W sobotę w robotniczym Ursusie, to znaczy ściśle rzecz ujmując w
amfiteatrze Czechowickiego parku między namiotami z kiełbasą, karkówką i watą
cukrową odbyły się występy artystów. Trochę padało i wiało, ale też świeciło
słońce. I właśnie kiedy przybyliśmy na miejsce występował jak zwykle elegancki
pan Jerzy Połomski. Przed sporą i rozbawioną publicznością występował, do
której i my żwawo dołączyliśmy. Potem, kiedy siedzieliśmy sobie rekreacyjnie na
ławkach konferansjer wytypował Piotra do udziału w konkursie motoryzacyjnym i – w wielkich
naszych emocjach – Piotr zdobył szereg atrakcyjnych nagród o charakterze
motoryzacyjnym. I wtedy, przed mocno przerzedzoną i mało skoczną publicznością
wystąpił zespół muzyczny Kobranocka, a potem już się zrobiło zimno, więc
dalszego ciągu w amfiteatrze nie było (mimo kuszącej tam obecności Maleńczuka
Macieja). I tak dobiegła końca sobota.
A w niedzielę już było ładniej i
słoneczniej, i pojechaliśmy – za specjalnym zaproszeniem – na święto
Uniwersytetu Trzeciego Wieku, zorganizowane na Torze Służewieckim. Jakaż była
nasza radość, gdy na scenie ukazał się zgromadzonym seniorom (z przewagą pań w
fantazyjnych kapeluszach) ponownie pan Jerzy! Brawurowo wykonywał on największe
szlagiery ze swego bogatego repertuaru, ubarwiając je uroczą konferansjerką i
ostatecznie zdobywając serce Mateusza, który do końca dnia (a potem także w
nocy) nucił w skocznym rytmie: „Cała sala śpiewa z nami…” itd. Następnie miał
miejsce konkurs na najbardziej udany kapelusz i Mateusz głośno żałował, że nie
wzięłam w nim udziału, bo wtedy bez wątpienia zdobyłabym główną nagrodę – tj.
pobyt w pięciogwiazdkowym hotelu w Kołobrzegu. A potem odbyły się wyścigi.
Postawiliśmy na jednego konia, Mateuszowego faworyta, i wygraliśmy 6 zł 50 gr. I dalej toczył się
dzień, a atrakcjom jego nie było końca…

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz