W mojej rodzinie kobiet zawsze były przesadnie dzielne.
W kwietniu 1945 roku prababcia, wówczas na tzw. robotach w Niemczech, podczas bombardowań Berlina ani na chwilę nie zaprzestała smażenia placków ziemniaczanych, bomby leciały z nieba, fontanny błota wystrzelały w górę, a prababcia placki smażyła. Placki te były podobno bardzo udane i wszystkim (mimo huku bomb) niezmiernie smakowały.
W tym samym roku 1945, ale w maju ta sama prababcia ze swoimi 3 córkami postanowiła wrócić do Polski pociągiem wiozącym oddziały Armii Czerwonej na wschód. Podróż zresztą przebiegała (według rozpowszechnionej legendy rodzinnej) bardzo kulturalnie i przyjemnie, a moja babcia do dziś wspomina ją jako dowód na wrodzoną uprzejmość Rosjan i słuszność systemu radzieckiego.
Ileż ja się nasłuchałam w dzieciństwie o owych przygodach! Co więcej, parę razy na własne oczy widziałam namacalne dowody tej dzielności. Kiedyś, jak miałam 7 lat przysięgam, że na moich oczach babcia zjadła osę. A to było tak: podczas spaceru w parku babcia mówi do mnie: „Zjedz jabłko” – a ja patrzę i widzę, że jabłku jest osa i mówię do niej: „Babciu, ale tam jest osa!”. Babcia na to: „No co ty opowiadasz?!”. I mówiąc te słowa, wzięła ode mnie to jabłko i zjadła je razem z osą! I nic jej nie było!
Nasłuchawszy się zatem o bohaterskich wyczynach moich prababek i babek, ujrzawszy wiele z nich na własne oczy, jak również (prawdopodobnie) kierowana otrzymanym od nich instynktem dzielności przystąpiłam dziś do naprawy telewizora przy pomocy pilnika do paznokci. Ponieważ choinka całkowicie zasłania balkonowe drzwi, nie mogłam wyjść na balkon, gdzie (być może) są jakieś bardziej przydatne do naprawy telewizorów narzędzia. W zaistniałej sytuacji (tj. z choinką) do wyboru miałam jedynie leżący w szafie młotek, więc (jak zwykle) nie zastanawiając się wiele wybrałam przyrząd do piłowania paznokci jako bezpieczniejszy dla otoczenia (a zwłaszcza dziecka i królika, którzy wesoło kicali w pobliżu). O! Santa simplicitas! Po minucie porządnie podrapałam pilnikiem stół, po kolejnej zrobiłam sobie nim dziurę w ręce. A telewizor nic. Właściwie teraz jest jeszcze bardziej zepsuty, niż był na początku. Szczerze powiedziawszy, do niczego już sie nie nadaje.
Do tego właśnie prowadzi przesadna dzielność. Pomaga ona zwyciężać wojny i zmieniać ustroje. I to właśnie również dzięki niej będziemy żegnać rok 2011 bez urządzenia, którego stworzycielem jest zapewne sam Szatan.
No i dobrze. Po co telewizor. Po prostu dzielność lubi być używana w innych obszarach :-)
OdpowiedzUsuń... i może właśnie do tego, żeby zlikwidować maszynę zmierzał mój niezawodny instynkt...
OdpowiedzUsuń